sobota, 13 lutego 2016

Not big, short review (Big Short, reż. A. McKay)

A zatem...
Jest rok 1977. Powstaje wówczas jeden z moich ukochanych filmów Allena, "Annie Hall". I mamy taką scenę w kolejce do kina, gdzie jakiś facet wymądrza się na temat teorii medialnej McLuhana. I wówczas Alvy Singer (Allen) wyciąga tego McLuhana we własnej osobie niemalże z rękawa, a ten, zwracając się do widza, mówi gościowi wprost, że g... wie o jego teorii. Jest rok 1977. I chociaż takie akcje w kinie już odchodziły, burząc linię widz-dzieło filmowe, u Allena jest to nadal świeże, nadal zabawne.

Jest rok 2016. Kontynuując zapoznawanie się z filmową klasyfikacją oscarową, nadrabiam "Big Short". I co? I się wkurzam niemalże od początku. Nie, nie bawi mnie Anthony Bourdain (choć faceta uwielbiam), który na przykładzie "trzydniowego halibuta" w odgrzewanym gulaszu tłumaczy widzowi teorię CDO. Nie śmieszy mnie Jared Vennet z Deutsche Banku (Ryan Gosling) pokazujący swojego pracownika, niby Yanga z Chin, nie mówiącego po angielsku matematycznego geniusza i następnie tenże Yang, który mówi widzowi, że naprawdę nazywa się Jeong i w narodowym konkursie matematycznym był dopiero drugi... To nic nie wnosi. Tak samo, jak nic nie wnoszą definicje księgowych terminów pojawiające się na ekranie ani panienka w wannie tłumacząca "prostszymi słowami" teorie kolegi.

Żaden z tych zabiegów mnie nie wkręci w fabułę, przeładowaną terminami i przebitkami. No way.

Podoba mi się obłęd w oczach Michaela Burry'ego (Christian Bale) - tylko ten facet mnie jakoś interesuje w gąszczu niepotrzebnych elementów.
Ale to chyba za mało na Oscara.

Not big, short review.





Big Short (The Big Short). Reżyseria: Adam McKay, scenariusz: Adam McKay, Charles Randolph. Obsada: Christian Bale, Steve Carell, Ryan Gosling. Produkcja: USA 2015.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza