czwartek, 7 maja 2015

A ja nie chcę się starzeć (Hotel Marigold, reż. J. Madden)

...Czasem po prostu wracasz. Nagle, z potrzeby, kierowany impulsem. Jak Graham Dashwood (Tom Wilkinson). Wracasz, by po prostu "cieszyć się tym miejscem" (jak Douglas Ainslie).

Dlaczego "Hotel Marigold"? Po pierwsze dlatego, że to cudowny, ciepły, zabawny film (choć niepozbawiony refleksyjnych, słodko-gorzkich motywów). Po drugie dlatego, że jutro premiera "Drugiego Hotelu Marigold", której wprost nie mogę się doczekać. Po trzecie - Indie.

Evelyn Greenslade - Judi Dench gra w tym filmie wspaniałą postać. Kobietę, z którą chętnie rozmawiałabym godzinami, z którą zasiadłabym przy stole lub w ogrodzie, by wspólnie pić kawę, patrzeć w niebo, wspominać. Silna, ale i subtelna, wrażliwa. Autentyczna i szczera. Z poczuciem humoru. I świetnie pasują jej indyjskie tuniki (kameez).

Douglas Ainslie (Bill Nighhy) - postać męska, która świetnie dopełnia Evelyn. To są dusze, które do siebie pasują. Douglas jest lojalny - jak mówi o nim jego żona, z dużym poczuciem przyzwoitości. Facetem, który nie łamie danego słowa, być może trochę konformistą. Przez to być może zapomina o swoich potrzebach, o ukrytej warstwie własnej osobowości, którą wyzwalają Indie i Evelyn.

Graham Dashwood (Tom Wilkinson) - ktoś, przed kim starość i świadomość upływającego czasu odkrywają jego prawdziwe tęsknoty. Facet podążający za głosem serca, któremu dopiero najważniejsze spotkanie w życiu przywraca spokój.

Muriel Donnelly (Maggie Smith) - mam wrażenie, że to odrzucenie, smutek i brak poczucia sensu przykuły ją do wózka. Cudownie się patrzy, jak rozkwita i odnajduje na nowo swoją drogę mimo podeszłego wieku.

Madge Hardcastle (Celia Imrie) i Norman Cousins (Ronald Pickup) - choć są trochę z innych bajek i się różnią, w gruncie rzeczy poszukują tego samego. Miłości. Uświadamia im to spotkanie, na którym pojawiają się ze zmienionymi personaliami. Początkowo udają po to, by osiągnąć cel.

Jean Ainslie (Penelope Wilton) - to chyba najsmutniejsza postać całego filmu. Nie potrafi się odnaleźć ani jako dojrzała kobieta, ani jako żona. Pełna obaw, niepewna, sfrustowana; każda z prób wyjścia z tego stanu kończy się fiaskiem. Ale zakończenie pozostaje otwarte, być może Jean potrzebuje prawdziwego "wyłomu w murze".

Piszę o staruszkach, bo oni są najciekawsi w tym filmie. Obserwujemy ich sposoby radzenia sobie z upływającym czasem, z niemocą, z poczuciem bezsensu, samotnością. Każdy niesie ze sobą inną historię, osobistą tragedię, problemy. Każdy obiera inną ścieżkę. Najlepsze efekty komiczne i dramatyczne daje skrzyżowanie ich dróg. Przybywają niepewni przyszłości, nieświadomi, bezradni. Dają wiele z siebie, aby odbiegający od lukrowanej wizji z folderu hotel stał się ich miejscem. Hotel pięknieje, stając się odbiciem tego, co dzieje się z bohaterami. Każdy z nich otrzymuje co innego - pracę, pewność siebie, drugą szansę, poczucie spełnienia, radość życia.

Udowadniają, że nie liczy się wiek i moment w życiu. Zawsze można zacząć od nowa, wystarczy tylko chcieć.




Hotel Marigold (The Best Exotic Marigold Hotel). Reżyseria: John Madden, scenariusz: Ol Parker. Obsada: Judi Dench, Maggie Smith, Bill Nighy. Produkcja: Wielka Brytania 2012.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza